wróciłam z poznania tak spóźnionym pociągiem, że aż nie poszłam na zaciera.
bulgot był miły - ale nie spodziewałam się niczego innego.
afterparty w kultowej też było miłe - nawet bardzo. pogadali my, popili, i tak dalej, i tak daleeej. Piotrek mnie rozwalał za każdym razem, jak robi coś głupiego, np. chował się pod stół, wystawiał głowę i mówił, że są zespołem karłów;p ale to może być tajemnica.
mało ludzi, ale w sumie to fajnie, nikt mi nie rozwalił piwa, które spokojnie stało sobie pod sceną.
miło było poznać poznanych (tu ukłon w stronę pana kłaptocza, choć nie tylko), najmilej było spędzić czas z poznaniakami z przypadku i ich siostrami. i warto było odpuścić kult w tym roku, żeby wybrać się do poznania,którego nie przebije nic.
decyzje na najbliższy czas podjęte - pojadę do tego szczecina na koncert, a co mi tam. najwyżej umrę z zażenowania, jak ojciec moj będzie udawał, że ma włosy, czy coś. a warszawa, to już planowo, czeka.
do zobaczenia, chłopaki!
kto nie jest z nami, ten przeciw nam, to gadka bardzo znana,
czasem czy chcesz, czy nie chcesz, trzeba upaść na kolana.
chcę widzieć, jak płonie city hall!