Temat: Różne, dziwne powiedzonka i zabawne sytuacje z życia wzięte.
Zainspirowany wypowiedzią oksymorona:
Jak mawiała jedna z moich polonistek: "Wy w ogóle nie umiecie odmieniowywać końcówków!"
pomyślałem, że przecież na co dzień spotykamy się z takimi różnymi powiedzonkami, które nas śmieszą, bawią, irytują, a czasem nawet smucą bądź wkurzają. Spotykamy się z nimi w szkole, pracy, w środkach komunikacji, czasem we własnych domach. Słowem wszędzie.
Często spotykamy się również z groteskowymi sytuacjami, które "pisze" samo życie, a których nie powstydziłby się zapewne i autor skeczów kabaretowych. Może warto się nimi podzielić? Może nas, czytających też rozśmieszą czy rozbawią? A może pozwolą też opisującemu je, rozładować emocje, o ile są z tych wkurzających?
Mnie, w nawiązaniu do tego co napisał oksy, przypomniało się także szkolne powiedzonko i to również jednej z moich polonistek. Często, gdy reakcją klasy był śmiech na sali, a nie był on w jej mniemaniu zamierzoną reakcją, mawiała: "No i czego się śmiejecie? Tu nie ma nic do śmiacia!", co oczywiście wzbudzało jeszcze większą wrzawę w klasie. ![]()
Natomiast z takich tworzących się na żywo, rozbawia mnie sytuacja, którą napotkałem kiedyś idąc zimową porą do pracy. A mianowicie przystanek, do którego zmierzałem znajdował się u zbiegu dwóch ulic, przy których stała narożna kamienica. Zbliżając się do niej spostrzegłem przed jej wejściem dwie kobiety rozmawiające z jakimś facetem, który po chwili, zanim zdążyłem zbliżyć się na tyle, by usłyszeć o czym rozmawiali, odszedł od nich i zniknął za rogiem budynku. Jedna z kobiet, sądząc po ubraniu i atrybutach, które dzierżyła w rękach, najprawdopodobniej była gospodynią/dozorczynią tego domu. Gdy zbliżyłem się do nich usłyszałem z jej ust takie słowa:
- Patrz pani, to ja mu mam dać z góry na flaszkę, a on mi potem tego lodu nie skuje.
Nadmienię jeszcze, że zima wtedy dość sroga była.
Kiedy minąłem wspomniane kobiety oraz róg budynku, oczom mym ukazał się widok dwóch gostków, z których jeden był facetem rozmawiającym wcześniej z tymi kobietami. Stał on na mocno oblodzonym chodniku, z lekko ogorzałą twarzą, wskazującą na częste spożycie, niedbale oparty o łopatę i z kilofem w drugiej ręce. I w tym momencie odezwał się do drugiego w te słowa:
- Patrz, ku*wa Franuś, to my jej skujemy ten lód, a ona nam potem nie da na flaszkę...
- Niech żyje zaufanie w narodzie - pomyślałem, z trudem utrzymując śmiech. ![]()
Ostatnio edytowany przez shreku (2011-12-29 01:33:56)